post

Zielona Słowenia.

dzień 11, czwartek
Maribor, 9 lipca 2015

Dzień dobry burzo!

Chociaż właściwie to już nie jest burza, a duży deszcz. Natomiast w nocy nieźle sobie poszalała i grzmiała. A przecież wcześniej napisałam, że będziemy mieli tylko słońce. No i mieliśmy, tylko dziś wychodziło zza chmur bardzo powoli. Skoro pada to chociaż się spakujmy i zjedzmy śniadanie, to może akurat przejdzie do tego czasu. No i jak na zamówienie tak się dzieje, więc  jazdy w deszczu nie zaliczamy.

Gotowi do drogi.

Gotowi do drogi.

Poniżej pamiątka z wizyty w supermarkecie Jager. Paweł nas tam zaopatrzył w jedzenie na cały dzień. Jak można zauważyć, język słoweński ma z polskim trochę wspólnego. Jednak my z każdym rozmawialiśmy po angielsku, więc nie było problemów z dogadywaniem się. Mój faworyt ze sklepowej gazetki to: KAJZERICA!

Akcija w supermarkecie Jager.

Akcija w supermarkecie Jager.

Wyjazd z Mariboru w naszym wykonaniu jest dość chaotyczny, ponieważ nie do końca wiem, gdzie zaczyna się szlak rowerowy wzdłuż rzeki Drawy, którym mamy jechać aż do Villach. Pytamy o drogę, przejeżdżamy przez most, znajdujemy ścieżkę rowerową, wjeżdżamy w ślepą uliczkę, wyjeżdżamy z miasta po czym znów przekraczamy rzekę, ale tym razem wielką tamą, trochę się zawracamy i dojeżdżamy do drogi prowadzącej do miasta Ruse. Tak … a mogliśmy od razu kierować się na Ruse, tak jak powiedział właściciel campingu, na którym spaliśmy. Przynajmniej zapora była super … Tak to już czasem jest, jak się chce przedobrzyć.

Ale w końcu jest! Znak szlaku rowerowego Dravaradweg, a to już coś. Oznaczenie szlaku może nie jest wspaniałe, ale mamy mapkę, więc dajemy sobie jakoś radę. Co ciekawe, w miarę zbliżania się do granicy z Austrią, oznakowanie szlaku jest coraz lepsze. Tak jakby ten austriacki porządek aż wyciekał za linię granicy.

A o tym jak wygląda szlak rowerowy Drauradweg w pigułce możecie przeczytać tutaj.

Stwierdzenie zielona Słowenia nabrało dziś zupełnie nowego znaczenia. Wśród innych pól zauważamy pole pełne marihuany. Widok ten jest tak dziwny i zaskakujący, że nawet się nie zatrzymujemy, żeby zrobić zdjęcie. Dopiero po chwili krzyczymy do siebie „Widziałaś?!Tak! Tak po prostu, przy drodze. Czyżby Słowenia miała się stać głównym eksporterem leczniczej trawki? Podejrzana sprawa.

Gdzieś tu w pobliżu, rośnie ganja.

Gdzieś tu w pobliżu, rośnie ganja.

Za Ruse dolina Drawy się zawęża, pola się kończą i zaczynają się podjazdy.  Ta część Słowenii jest bardzo malownicza i odrobinę dzika. Dużo jest lasów na zboczach gór, które sięgają aż do wijącego się koryta żółtej od błota rzeki Drawy. Trochę jak w naszych kochanych Bieszczadach. A może bardziej zielono…

Podoba mi się ta cała zielona Słowenia. Ten zielony kolor pozytywnie na mnie wpływa. Podobno zielony uspokaja. Nie żebym była jakaś zdenerwowana, ale z resztą zobaczcie sami!

Zielona Słowenia.

Zielona Słowenia.

Zielony las

Zielony las

Zielone tory.

Zielone tory.

Żółta od błota Drawa.

Tylko rzeka jest żółta od błota, spływającego z gór po ostatnich burzach.

Śniadanie na przystanku.

Przerwa na śniadanie na przystanku. W pewnym momencie przyjechał autobus, więc musiałam bronić moich kanapek.

Zielony jest nawet mostek.

Zielony jest nawet mostek.

20150709_124743

Żółta Drawa.

Zaczyna się robić ciepło.

Zaczyna się robić ciepło.

W małej miejscowości Vuhred zatrzymujemy się na obiad. Mały bar, chyba jedyny w okolicy. Dostajemy pizzę i do tego ketchup oczywiście. Już się nie mogę doczekać kiedy spróbujemy w końcu tą prawdziwą, włoską pizzę.

Na szlaku Dravaradweg.

Na szlaku Dravaradweg.

Zielono..

Zielono…

Miasto Dravograd.

Miasto Dravograd.

I tak właśnie wyglądał nasz pobyt na Słowenii, piękne zielone góry i my. Spędziliśmy w tym kraju niecałe 24 godziny, ale zobaczyliśmy wystarczająco, żeby stwierdzić, że było naprawdę fajnie. Warto tu będzie wrócić, może tym razem z rowerem MTB, żeby móc bardziej poszaleć na kamienistych podjazdach. Żegnamy się z zieloną Słowenią i znów wita nas poukładana i porządna Austria.

Przejście graniczne za Dravogradem.

Przejście graniczne za Dravogradem.

No i trzeba od razu przyznać, że kto jak kto ale Austriacy dobrze wiedzą jak zrobić porządny i atrakcyjny szlak rowerowy. Zgubić się nie da rady, bo oznaczenia i kierunkowskazy są na każdym kroku. Mapka staje się zbędna. A już kilkanaście kilometrów od granicy czekały na nas niesamowite atrakcje. Pierwsza z nich to most wiszący St. Lucia. Na zdjęciu tego nie widać, ale most jest zawieszony naprawdę wysoko nad strumieniem płynącym w wąwozie. Robi to wrażenie, zwłaszcza gdy się idzie i wszystko się buja i trzęsie. Gdybyście tam kiedyś zajechali to z jednej strony mostu zrobione jest miejsce na odpoczynek z ławkami i kranikiem z wodą.

Most wiszący.

Most wiszący.

Natomiast druga jeszcze lepsza atrakcja to poprowadzenie szlaku rowerowego mostem kolejowym. I to nie byle jakim, bo jest to najwyższy most kolejowy w całej Europie Środkowej! A dla prawdziwych twardzieli jest też możliwość skoczenia na bungee z 96 metrów wysokości. Gdyby ktoś miał ochotę na skok zapraszam na Jauntal Bungy Adventure.

Rzeka Drawa.

Rzeka Drawa widziana z mostu kolejowego.

Przejście przez most kolejowy.

Przejście przez most kolejowy.

Nadchodzi wieczór, więc mówię do Pawła, że może by tak tutaj poszukać noclegu. Stoją dwa domy, a w około pole i tory kolejowe. Ludzi żadnych nie widać, ale zawsze lepiej zapukać do domu i zapytać czy nie moglibyśmy rozbić namiotu na jedną noc. Jak na zawołanie pojawia się austriacki rolnik z prawdziwego zdarzenia. Kalosze na nogach są! A na dodatek jest kompletnie pijany. No tak, nie ma to jak pijany austriacki bauer. Ale o dziwo, Pawłowi udaje się z nim  dogadać i zaraz zabieramy się za rozstawianie namiotu. Pan pijany rolnik chwiejnym krokiem przynosi nam nawet krzesła. I to nie jedno, ani dwa, macie od razu cztery. Ma jeszcze więcej krzeseł, pokazując Pawłowi pomieszczenie gospodarcze. Nie, nie, już dziękujemy. A może woda jest? Jest oczywiście. Także dziś praktykujemy mycie się wodą ze szlaufa. Jest gdzie posiedzieć, można się umyć. To może jeszcze uda się poprosić o wrzątek na herbatę. I tu zaczynają się schody. Nie wiem czy to dlatego, że pan rolnik był pijany czy co, ale za nic w świecie nie mógł połączyć hasła Warmwasser i termosu podawanego mu do ręki. Cały czas pytał czy chcemy kawę. A my nie chcieliśmy kawy tylko wrzątek, który w domyśle miał przeistoczyć się w herbatę.
Warmwasser? – pyta Paweł
Kafe? – odpowiada pytaniem rolnik
Nein, warmwasser? – ponownie pyta Paweł
Kafe? – pyta znowu rolnik
Ot taka śmieszna rozmowa. W końcu dostaliśmy tą warmwasser, czyli dokładnie ciepłą wodę, bo wrzątek po niemiecku to kochendem Wasser o czym wtedy nie wiedzieliśmy.

Zauważyliście pewną powtarzalność występującą na zdjęciach, zwłaszcza wtedy, kiedy jest na nich Paweł? Rzuca się w oczy, prawda? Ta czerwona rowerowa koszulka! Tak, macie racje, Paweł jedzie w niej od samego początku. Dziś już 11 dzień. Kto wytrzyma 11 dni w ciągłym ruchu w jednej koszulce? Ręka do góry! Ale nie martwcie się. Paweł codziennie robi pranie.

Suszenie prania.

Suszenie prania.

Codzienne pranie, zwłaszcza koszulki, to patent zaciągnięty od Roberta, Wojtka i Michała, z którymi poznaliśmy się na Ukrainie w 2011 roku. Przy ciepłych dniach i nocach można wieczorem bez problemu uprać rzeczy, które do rana powinny wyschnąć lub ewentualnie będą przyjemnie wilgotne. A że rano i tak szybko robi się upalnie, więc taka wilgoć i tak szybko umknie. Pamiętam, że chłopaki to wozili ze sobą miskę, żeby było wygodniej prać. Natomiast jeśli chodzi o mnie, to na pewno nie będę jeździć cały wyjazd w jednej koszulce. Nie ma szans. Paweł natomiast jest bardzo z siebie dumny, że może wozić mniej bagażu w sakwach, bo używa tylko jednej koszulki.

Koniec dnia. Nastał wieczór. W oddali słychać tylko szum wiatru. Dookoła niesamowite szczyty alpejskich gór. Na polanie w namiocie para nowożeńców. Romantyczna podróż poślubna. Oboje patrzą sobie głęboko w oczy, jednocześnie rozsmarowując sobie krem… na tyłku. SUDOCREM najlepszy krem na odparzenia !

Gdyby nas ktoś teraz zobaczył… – śmieję się do Pawła

Dobranoc

Dobranoc

Statystyki:
Dystans: 93,98 km
Trasa: Maribor, Ruse, Puscava, Podvelka, Vuhred, Trbonje, Dravograd, Lavamünd, Eis
Średnia prędkość: 13,58 km/h
Suma przewyższeń: ↑ 1025 m, ↓ 880 m

print

One thought on “Zielona Słowenia.

  1. Pingback: Szlak rowerowy wzdłuż Drawy - Drauradweg. - bikepoland.pl - blog o podróżach rowerowych

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *