Wyprawy

DSC_0517

Małe i duże, jednodniowe i dłuższe. Wszystko zaczęło się w pewną letnią noc, gdy siedząc w Ustrzykach Górnych przy ognisku poznaliśmy gościa. Trzy tygodnie wcześniej wyjechał z Gdańska i ruszył dookoła Polski na rowerze. Byłam zachwycona. Nie nim, tylko tym, że tak można. Na rower zabrać wszystko co niezbędne i ruszyć przed siebie. Jakież to fantastyczne. I nie musiałabym targać plecaka na plecach, co znacznie ułatwia sprawę. To był dzień, który zmienił moje wakacyjne życie. Rok później sami ruszyliśmy w pierwszą tygodniową wyprawę wzdłuż polskiego wybrzeża. W 2011 roku w dwa tygodnie dojechaliśmy z Polski do Odessy nad morze Czarne.  Rozbrykaliśmy się. W 2013 roku mieliśmy dojechać do Tallina, ale po ciężkich chwilach zrobiliśmy kółko zaliczając łotewską Rygę. W 2014 roku wracamy do korzeni i odpuszczamy sobie rowery. Robimy sobie backpakerskie wakacje w Gruzji. No i w końcu ruszamy tam gdzie sobie wymarzyłam, jeszcze jeżdżąc po Ukrainie. Dwa dni po naszym weselu ruszamy w niezapomnianą podróż poślubną. Na rowerach do Rzymu.

Plany na dziś. Mała i podobno bardzo słoneczna wyspa Bałtyku. Wyprawa niezwykła, bo nasza drużyna zwiększyła się o nowego członka. Naszą małą Basię. Wakacje z dzidziochem w przyczepce? Wielka niewiadoma.