post

Ten pierwszy raz

dzień 1, środa, czwartek
30 czerwca -1 lipca 2010

Pierwszy raz gdy stajemy późnym wieczorem na jak zawsze śmierdzącym peronie dworca centralnego w Warszawie razem z naszymi czołgami. Tak ochrzciłam nasze rowery, kiedy tylko załadowaliśmy je nieziemsko ciężkimi sakwami. Boże co ja tam nawkładałam, ileż to waży? I ja mam tym przejechać całe polskie wybrzeże, co to za poroniony pomysł mi przyszedł do głowy. Ale gdy wsiądziemy w pociąg do Świnoujścia nie będzie już odwrotu. Wszystko się zacznie właśnie dziś i odmieni nasze wakacyjne życie na kolejne lata. Kocham nasze Polskie morze. Nasz Bałtyk. Także kierunek na pierwszą wielodniową wyprawę rowerową w życiu nie mógł być inny. A to że się źle spakowałam i zabrałam ze sobą dużo za dużo niepotrzebnych bambetli będzie się za mną ciągnęło jeszcze nie tylko na tym wyjeździe. Doświadczenie się zdobywa powoli.

rower w pełni gotowości

Mój czołg w pełnej gotowości

23:15, Warszawa Centralna, peron IV, tor 8. Czuję to narastające podniecenie gdy słychać jak trzepoczą zmieniające się literki na tablicy odjazdów. Ten będzie już nasz. Tylko czemu jedziemy do  SWISOUJSCIA? Zresztą co za różnica, może być. Próba włożenia rowerów z założonymi sakwami to kiepski pomysł, bo raz, że są super ciężkie, a dwa, że są zbyt szerokie. Musimy się streszczać bo konduktor nie będzie wiecznie czekać, a wsiadających dużo nie ma. W nocnym pociągu TLK przedziału bagażowego nie ma, więc pozostaje nam łazienkowy korytarz, gdzie udaje się tak przypiąć rowery, by zostawić dogodne przejście a i nie musimy ich pilnować całą noc. Teraz już tylko 9 godzinne spanie na siedząco i będziemy się cieszyć morską bryzą.

Warszawa Centralna

Warszawa Centralna

Niestety już w pociągu dowiedzieliśmy się że nasz wagon nie jedzie do Świnoujścia tylko zostaje w Szczecinie więc rankiem czekać nas będzie niespodziewana przesiadka. Nie jest to wygodne, a po za tym rozbudzamy się na tyle że o ponownym zaśnięciu nie ma już mowy. W Szczecinie jesteśmy przed 6 rano ale mimo słonecznego poranka jest dość rześko. Ciuchcia nie tylko się rozczłonkowuje i skraca ale lokomotywa podczepia się z drugiej strony co skutkuje postojem ponad półgodzinnym.

A ja myślałam, że wsiadanie z rowerami było ciężkie. Okazuje się że na stacji końcowej nie ma podwyższonego peronu, a przynajmniej nasz pociąg zatrzymał się tak, że wychodzimy prosto na tor obok. Paweł na dole, ledwo sięga głową na poziom wagonowej podłogi, ja na górze, próbując podać mu rower tak by nie spać w przepaść razem z nim. Komentarz może być tylko jeden: Kocham PKP!

DSC06971

Przeprawa promowa a ja jeszcze w cywilnym ubraniu

To jedna z dwóch podróży gdy zabieram ze sobą normalne ciuchy. W sumie nie wiem czemu. Myślałam sobie że jak będę wychodzić na miasto to się ubiorę jak człowiek. A gdzie tam. Szybko mi przeszło. Ale co się nadźwigałam to moje! W rowerowe ciuchy przebierzemy się na plaży.

Na promie spotykamy rowerzystę z Niemiec. Typowy Niemiec, wszystko na tip top. Z przodu rower na lekko, za rowerem przyczepa z bagażami. Żadnych zwisających, suszących się majtek lub innych szmatek. Nic nie dynda, nie powiewa. Zagaduje do nas z pytaniem ile już mamy na liczniku. No i czym tu się pochwalić, mamy całe ZERO. Dopiero startujemy. Przeprawa promowa trwa chwilę i kosztuje całe nic. Dla nas to miła atrakcja, ale miasto nie ma normalnego przejazdu przez Świnę, co stanowi dość duży problem komunikacyjny.

DSC06973

Jest i morze

Zrobiliśmy sobie z Pawłem ranking plaż, oczywiście w naszym mocno subiektywnym mniemaniu.

Plaża w Świnoujściu nie wypadła zbyt dobrze. Kasia: 5/10 Paweł: 6/10 Na plus; dojazd do morza po płytach. Minusem piasek (taki nieplażowy) i niesłona woda (Paweł próbował).

Komu w drogę temu buty! A może rower… Wyjazd z miasta elegancki, mkniemy ścieżką. Dopiero później ładujemy się na drogę krajową. Nie jest to najszczęśliwszy wybór, jedyne co w drogach krajowych jest dobre to że szybko możemy się przedostać na boczne drogi i dziękować Bogu że nikt nas nie potrącił. A przez moment zrobiło się gorąco gdy TIRA wyprzedzał TIR i jeszcze osobówka się przeciskała na trzeciego ciągle trąbiąc. Dziękuję bardzo za taką jazdę. Ja tu na wakacjach jestem, żeby odpocząć. Adrenalina skacze, w połowie drogi do Międzyzdrojów muszę się zatrzymać, żeby wyluzować troszeczkę.  Bez łez żegnamy się z czerwoną krajową 3 i witamy wojewódzką 102.

Paweł w kapeluszu. Niecodzienny widok

Paweł w kapeluszu. Niecodzienny widok

Nie ma to jak fotki pod tablicą każdego napotkanego miasta.

Nie ma to jak fotki pod tablicą każdego napotkanego miasta.

To chyba dość oczywiste!

To chyba dość oczywiste!

W Międzyzdrojach nawet poszliśmy w kierunku plaży ale jak zobaczyliśmy hordy ludzi i schody, to nam się piasku szybko odechciało. No co my tu będziemy robić, długa droga przed nami. Noc w pociągu nie daje o sobie zapomnieć, ale jeśli się rozłożymy to nas leń złapie za szybko i nie będzie chciał puścić. Słońce nas rozpieszcza, więc przejazd przez lasy Wolińskiego Parku Narodowego,  jest lekkim wytchnieniem. Przynajmniej tak mi się wydawało , jak sobie patrzyłam na mapę. Mapy są takie milutkie, jeździsz po nich paluchem z zawrotną szybkością i wszystko tak pięknie wygląda. A potem się okazuje że tutaj są góry. Góra Marii, Biała Góra. No i nagle się okazuje że jeżdżenie rowerem z sakwami po mazowieckiej równinie to jedno, a Wolińskie podjazdy to już zupełnie co innego. W duchu gratuluję sobie, że nie pojechaliśmy w Bieszczady. Na pierwszy raz wystarczy. Z drugiej strony, czemu myślałam, że wybrzeże jest płaskie. No i tak sobie dumając , nagle się orientuje, że już jestem na górze, a przed nami piękny leśny zjazd. Mkniemy tak szybko, że aż mi się chłodno robi. Z naprzeciwka idzie pan. Prowadzi rower. Czyżby podjazd okazał się dla niego zbyt ciężki? To Niemiec numer 3. Gdy jesteśmy blisko nawiązuje z nami kontakt mówiąc SHIMANO i pokazuje zerwany łańcuch. Potem słychać już tylko SZAJSE i SZAJSE.

Gdy kończy się las, znów spada na nas żar słońca. Mijamy wielkie pole golfowe, z równiuteńko przystrzyżoną trawą. Mijamy kolejne miejscowości. Mijamy Dziwnów gdzie wszystko jest dziwne. Główna ulica jest Dziwna. Rzeka jest Dziwna. W Dziwnówku natomiast, zatrzymujemy się na plaży żeby się wykąpać. Ciężka to przeprawa, pchać rowery po plaży i do tego lawirować pomiędzy setkami parawanowych zagród. Łatwiej przejechać 30 km na rowerze niż przejść te 100 metrów po plaży z czołgiem. No ale nie chcemy przecież zostawiać naszego dobytku za daleko, gdy będziemy się chłodzić w Bałtyku. Woda świetna, orzeźwiająca. Przy okazji Paweł opowiada różne historie z wakacji w Dziwnówku, kiedy był tutaj z rodzicami. Dużo będzie jeszcze tych opowieści na naszej trasie.

Plaża dostała ode mnie 7/10 za piaskowy piasek i ratowników w czerwonych gatkach. Gdyby nie te kamienie na dnie morza było by super.

Łobuzeria z Mazowsza

Łobuzeria z Mazowsza

Ruiny kościoła w Trzęsaczu to obowiązkowy punkt programu dzisiejszego dnia. No bo jak byśmy mogli nie zobaczyć tych słynnych cegieł, o których uczyliśmy się jeszcze nie tak dawno na lekcjach geografii w naszym zacnym XI LO. Niedobre morze zabiera po troszeczku wybrzeże klifowe. A jeszcze w średniowieczu kościół stał ponad 2 km od wybrzeża. Pierwsze próby ochrony przed zniszczeniem podejmowano już w XVIII wieku, ale niestety nie przyniosły one żadnych rezultatów. Runęła ściana północna, runął do morza także cmentarz. Dziś możemy zobaczyć ostałą południową ścianę kościoła.

Fajnie, fajnie ale jak dla mnie to to wygląda jakby już było podrobione. No ale atrakcja turystyczna jest! A jeśli mamy atrakcję to będą turyści, a jak będą turyści to szerzy się handel. Na ulicy prowadzącej wprost na platformę widokową powstało Centrum Świata Koralików. Koraliki każdego kształtu i każdego koloru. A dookoła tych koralikowych straganów pełno SZARAŃCZY. Rozkrzyczane towarzystwo kolonijne rozpełzło się tutaj tak że ciężko przejechać. Uciekamy szybko z tego zgiełku. Droga na nas czeka. Jest już prawie 17:00, czas szukać miejsca na nocleg.

Ruiny kościoła w Trzęsaczu

Ruiny kościoła w Trzęsaczu, zabezpieczone przed osunięciem

Widoki niczego sobie

Widoki niczego sobie

Nie oddalamy się zbytnio i w sąsiednim Rewalu mówimy sobie, że na dziś wystarczy. Na liczniku 70 km, więc jesteśmy zadowoleni. Tuż za wjazdem do miasteczka wyskakuje nam śliczny kemping, ale ceny nas skutecznie odstraszają. Za osobę chcą 16 zł plus dodatkowo 10 zł za namiot, co daje w sumie 42 zł. Całkiem sporo. (Cennik z 2010 roku. Szybkie sprawdzenie i w 2017 r zapłacilibyśmy już 61 zł) Dziękujemy bardzo. Szukamy czegoś innego. Pokręciliśmy się trochę i udało się znaleźć pole namiotowe za torami nieczynnej już kolejki. W sumie to prowadził nas znak na kemping „Za torami” który okazał się opuszczony. Na szczęście po sąsiedzku siedział sobie pan, który zaprosił nas do siebie. Szybka negocjacja ceny. Za ile? po 10 zł osoba. Dobra, zostajemy. Ach prze szczęśliwi, że nie zostaliśmy tam gdzie było dwa razy drożej. Ale teraz tak się zastanawiam czy tu u pana to w ogóle jest pole namiotowe, czy prywatna działka. No ale co się tu zastanawiać. Trawa jest, kibelek jest, a pan nam nawet wrzątku nagotował. Super sprawa.

Na dziś koniec

Na dziś koniec. Spaleni słońcem, z uśmiechami na twarzy witamy 70 km naszej drogi.

Wieczorem jedziemy na lekko na miasto, na pizzę i wakacyjne uciechy. Rewal jak każde inne nadmorskie miasteczko, pełne barów szybkiej obsługi, straganów z chińskimi pamiątkami w stylu wszystko dla Rewala, młodzieży szykujących się na wieczorne pochlaj party. Wszystko to normalne. Ale mi się robi jakoś tak dziwnie. Nie wiem czy ogarnął mnie jakiś strach, czy tęsknota za domem. Nie znam tej części wybrzeża, nigdy tu nie byłam i w pewien sposób jakoś mnie to przestraszyło. Gdy tak sobie siedzimy w barze czuję że chcę już być tam dalej, tam gdzie już byłam i być bliżej domu. Gdy poszliśmy na plażę to już mi przeszło. Zostajemy do zachodu słońca.

DSC07006

Statystyki:
Czas jazdy: 4 h 19 min (netto)
Dystans: 70,65 km
Średnia prędkość: 16,4 km/h
Trasa: Świnoujście, Międzyzdroje, Międzywodzie, Dźwinów, Dziwnówek, Trzęsacz, Rewal

print

One thought on “Ten pierwszy raz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *