post

Stromizna San Marino.

dzień 17, środa
Lido di Savio, 15 lipca 2015

Jeszcze tego nie wiemy, ale to będzie jeden z ważniejszych dni naszego życia. Lecz wtedy jest to dla nas dzień jak każdy inny. Już ponad dwa tygodnie, dzień w dzień robimy to samo, przemierzamy przez Europę na rowerach. Można się do tego szybko przyzwyczaić, na tyle, że ma się wrażenie że robi się to od zawsze. Że tak naprawdę to jest całe twoje życie, jedziesz od zawsze i nie było nic wcześniej. Ślub… wesele? Kiedy to było? A praca? Jaka praca… Jest tylko TU I TERAZ. To się liczy. No może też to co BĘDZIE ZARAZ. Tworzymy sobie przyszłość.

Ruszamy przez nadmorskie miejscowości, kiedy większość letników jeszcze słodko śpi. Nie ma co się dziwić, hulają co wieczór, by późnym rankiem zwlec się z łóżka i cały dzień leniuchować na leżaczku. Ja tak bym nie mogła, mnie aż całą nosi. Muszę się zmęczyć fizycznie, bo inaczej nie odpocznę. Robimy sobie jeszcze przystanek na drugie śniadanie w barze na plaży. Ja nawet korzystam z ostatniej okazji by wykąpać się w morzu. Paweł po rozmowie z barmanem nie ma dobrych wieści. San Marino gdzie zmierzamy się wybrać, jest położone na szczycie góry, wjechanie tam rowerem będzie bardzo męczące, zwłaszcza przy takim słońcu. Barman mówi że nawet jak na Włochy, jest bardzo upalnie. No to jak Włosi mówią że jest gorąco, to musi być gorąco!

20150715_105834

Lenistwo nad Adriatykiem

DSC_0439

Pomału zbliżamy się do celu.

20150715_113835

Gotowi na podbój gór.

Po tradycyjnym już drugim śniadaniu z capuccino żegnamy Adriatyk i kierujemy się w głąb lądu. Czeka nas przeprawa przez góry.  Apeniny okażą się bardziej wymagające niż Alpy.  Przełęcze wyższe i zjazdy bardziej szalone. Ale zanim będziemy zjeżdżać, musimy się wspiąć doliną rzeki Marecchia, aż do przełęczy di Viamaggio (983 m n.p.m.). A przecież po drodze chcemy jeszcze wpaść na wizytę do San Marino, które położone jest na górze obok naszej trasy. Także dużo dziś mamy do zrobienia.

DSC_0443_stitch

Jeszcze płasko

DSC_0448_stitch

Czas na Apeniny

20150715_132336

San Marino na wprost.

Z wizytą w Republice San Marino.

Repubblica di San Marino jedna z dwóch enklaw na terenie Włoch, jedno z najmniejszych państw Europy i najstarsza republika świata. Założone przez chrześcijańskiego budowniczego świętego Marinusa, który uciekając przed rzymskim cesarzem Dioklecjanem ukrył się na szczycie Monte Titano. Na tą właśnie górę, gdzie znajdowała się stolica San Marino , jakże oryginalnie San Marino, próbowaliśmy się wdrapać. Na samym szczycie wzniesienia, 756 m. n.p.m., znajduje się imponujący zamek La Rocca o Guaita. Z jego murów można podziwiać widoki na okoliczne góry i niedaleki Adriatyk. Bardzo żałuję, ale dziś nie będzie nam dane stanąć na szczycie tej góry. Stromy podjazd w pełnym słońcu, gdy wszyscy inni sobie smacznie śpią, pomalutku odbiera nam resztki sił. Gdybyśmy chociaż musieli przejechać przez tą górę, ale żeby się tu wdrapać, zupełnie zboczyliśmy z trasy. Powiedziałam Pawłowi, że mam dość na 250 metrach n.p.m. Jakoś się specjalnie nie buntował i daliśmy sobie spokój. Tym razem San Marino nas pokonało, może jeszcze kiedyś będzie szansa, żeby się odegrać… ale może bez sakw.

20150715_140736

Uśmiechnięci bo jeszcze nie wiemy co nas czeka.

20150715_142926

Jest tak stromo, że nawet roweru nie jestem w stanie prowadzić w wprost drogi, tylko muszę robić to slalomem.

Wracamy na naszą trasę, drogą wijącą się pomału doliną w górę rzeki Marecchia. Mimo że cały czas podjeżdżamy pod górę to jest to bardziej przyjemne niż ta stromizna San Marino. Dość niespodziewanie spostrzegamy znak campingu już za 4 km i wspólnie stwierdzamy, że możemy tam zanocować. Camping okazuje się nie byle jaki bo proekologiczny, a jak wiadomo ekologia ma swoją cenę.  Ja natomiast nie przejmując się tym zupełnie, widzę siebie w tym basenie obok campingu.

Camping Marecchia to cudowny, proekologiczny, drogi jak cholera camping z basenem w małej mieścinie Ponte Messa pośrodku wzgórz. Idealne miejsce na odpoczynek od natłoku wszystkiego. Na campingu też nocuje zupełnie inne towarzystwo. Nie ma tu Włochów, są natomiast, Anglicy, Niemcy, Norwegowie. Mają campery, albo takie wielkie namioty, przywieźli ze sobą rowery, najczęściej szosowe, by śmigać po okolicznych górach. Jak na ekologiczny camping przystało, segregacja śmieci idzie pełną gębą. Jest tyle śmietników, że wyrzucenie śmieci zajmuje mi 10 minut. Samo wybranie odpowiedniego kosza jest nie lada wyzwaniem, tyle tu kategorii i rodzajów. Ale jedno mnie trochę zirytowało. Zapłaciliśmy za nas i nasz namiot 33 euro za jedną noc. Co prawda w cenie jest też basen, ale dlaczego trzeba jeszcze wykupić żetony na ciepły prysznic! 33 euro! W Rzymie nocleg kosztuje mniej i na pewno można się w tej cenie wykąpać. Stoję właśnie pod prysznicami i nie mam zamiaru już wracać się do namiotu po pieniądze, żeby wykupić żeton w recepcji, by móc wziąć ciepły prysznic. Jest upał, więc wybieram zimną wodę. Za darmo. Taka ekologia. Po za tym, muszę przyznać że wszystko jest na tip top. Ponoć to jeden z 25 najlepszych campingów we Włoszech.

20150715_184540

Pławimy się w luksusach.

Rozkładaliśmy namiot szybciej niż zwykle, bo basen jest otwarty tylko do 19:00. Niezwykle miłe uczucie móc popływać w chłodnej orzeźwiającej wodzie po całym dniu wspinania się pod górę. Kąpiąc się w basenie zdecydowanie nie żałuje, że nie wjechaliśmy na sam szczyt do San Marino. Inaczej pewnie do tej pory wspinalibyśmy się pod tamtą stromiznę, przeklinając się nawzajem pod nosem. A tak możemy się zrelaksować. A romantyczny wieczór z winem spędzamy w namiocie… Kto by się spodziewał, że z podróży naszych marzeń przywieziemy do domu małą niespodziankę… ale jeszcze tego nie wiemy, dowiemy się za miesiąc.

Statystyka
Dystans: 82,01 km
Trasa: Lido di Savio, Cervia, Belaria, San Marino, Ponte Messa
Średnia prędkość: 14,57 km/h

print

One thought on “Stromizna San Marino.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *