post

Italia!

dzień 13, sobota
Villach, 11 lipca 2015

Noc jest zimna, więc śpię opatulona w śpiwór. Gorąco mi jest jedynie w dłonie, które muszę trzymać na zewnątrz śpiwora, bo poprzedniego dnia poparzyłam je na słońcu. Wszystko przez to, że jechałam bez rękawiczek rowerowych i zapomniałam się posmarować kremem. No i teraz leżę wysmarowana jakimś specyfikiem na oparzenia i cierpię.

Śniadanie mamy umówione na w pół do ósmej. Zbieramy swoje manatki, by później być od razu gotowi do drogi. Jest kawa, rogaliki, marmolada i ser biały do smarowania kanapek. Siedząc przy wybitym oknie słuchamy opowieści o huraganie, który przeszedł przez Villach w ostatnią środę. Trwało to zaledwie 5 minut. Kule gradu, które powybijały większość okiem w kościele i sąsiednich kamienicach, były wielkości pięści. A my myśleliśmy, że to rusztowanie stojące przy kościele oznacza zwykły remont. Ta nawałnica powyrywała też te wszystkie drzewa, które zabarykadowały nam wczoraj drogę. Strach pomyśleć co by było jakby nas napotkało to gradobicie.

Analizuję trasę szlaku Alpe Adria Radweg

Analizuję trasę szlaku Alpe Adria Radweg

Rano chciałam podjechać jeszcze raz do informacji turystycznej zapytać o szlaki rowerowe prowadzące w kierunku Włoch. Jeszcze kiedy byliśmy na Ukrainie pamiętam jak Wojtek coś wspominał, że jeżeli chcemy jechać do Włoch na rowerach to najlepiej będzie przekraczać granicę jadąc z Villach. Nie pamiętam już czy mówił, że tu jeździł czy nie, ale wiem że to była bardzo użyteczna porada. Ku mojej radości Pani z informacji turystycznej dała mi mapkę szlaku Alpe Adria Radweg, którego trasa idealnie pokrywała się z naszymi najbliższymi planami.

Przejście graniczne Austria - Włochy

Italia !

I tak żegnamy się z Austrią, pomału pnąc się ku słonecznej Italii. Cały czas lekko pod górkę. Pogoda całkiem przyjemna, nawet nie jest za gorąco. Z drugiej strony wjedziemy dziś dość wysoko i może to też ma wpływ. Jeszcze będąc w domu tego przejazdu przez Alpy obawiałam się najmocniej. Spodziewałam się nie wiadomo jakiego podjazdu i wspinaczki na przełęcz. A tu nic z tego. To znaczy przełęcz może i była, ale nie dała o sobie znać, a podjazd był leciutki. Tak docieramy najpierw do przejścia granicznego, a potem do małego włoskiego miasteczka Tarvisio. Tam czeka na nas bardzo miłe zaskoczenie, po pierwsze w końcu natrafiamy na oznaczenie szlaku Alpe Adria, którego w Austrii o dziwo nie mogliśmy znaleźć. A po drugie szlak został poprowadzony trasą starej linii kolejowej. Tory kolejowe zastąpione równym asfaltem to jak autostrada dla rowerów. Co chwila wjeżdżamy do starego tunelu albo mijamy kolejne stacje kolejowe. Natomiast widoki… widoki są takie, że zapierają dech w piersiach. Skaliste zbocza gór, a pośrodku doliny rwąca przezroczysta woda rzeki Fella. Marzy się tu tylko o tym, żeby mieć oczy dookoła głowy, by móc się na to wszystko napatrzeć. Tak zjeżdżamy doliną przez około 80 km, aż do podnóża Alp. A uśmiech nie schodzi nam z twarzy.

20150711_144222

Szlak jak marzenie

Lider Winnica

Lider Winnica !

Jeden z licznych tuneli kolejowych, którymi przebiega szlak rowerowy

Jeden z licznych tuneli kolejowych, którymi przebiega szlak rowerowy

W sam raz na drugie śniadanie.

W sam raz na drugie śniadanie.

Nic dodać, nic ująć.

Nic dodać, nic ująć.

Miasteczko Dogna.

Miasteczko Dogna.

Dolina rzeki Fella

Dolina rzeki Fella

Zobaczcie film z naszego zjazdu na szlaku Alpe Adria Radweg. 

W miejscowości Resiutta szlak po torowisku na dzień dzisiejszy się kończy, ale myślę, że w planach jest realizacja dalszych etapów. Jako, że nie do końca wiemy, że najlepiej będzie jeśli będziemy się przemieszczać główną drogą, staramy  się dopytać o szlak Alpe Adria Radweg, ale z miernym skutkiem. Buongiorno. Jesteśmy we Włoszech, a tutaj ludzie mówią po Włosku. Trzeba szybko nadrobić zaległości bo inaczej łatwo nie będzie.

Stare miasto w mieście Venzone

Stare miasto w Venzone

Pod koniec dnia przejeżdżamy przez niezwykle piękną miejscowość Venzone. Szlak rowerowy prowadzi nas przez zabytkowe i urokliwe ulice starego miasta. Czujemy się jakbyśmy się przenieśli do innej epoki. Wielu rowerzystów właśnie tu kończy swój dzień pełen wrażeń. Średniowieczne miasteczko mimo swojego magicznego uroku, ma swoją smutną historię. Prawie całe miasto, 6 maja 1976 roku, zostało zniszczone przez trzęsienie ziemi. Zginęło wtedy 47 mieszkańców. Jednak dzięki niezwykłej mobilizacji, bardzo szybko przystąpiono do odbudowy, która została ostatecznie ukończona w 1990 roku.

Alpy zostawiamy za sobą.

Alpy zostawiamy za sobą.

Pomału dzień się kończy i warto by było poszukać jakiegoś noclegu. Wybieramy miejscowość Ossoppo. Paweł proponuje nocleg u księdza, więc na początku szukamy kościoła. Tak.. tylko jak jest kościół po włosku. Angielskie church i niemieckie Kirche są dla spotkanych przypadkiem pań niezrozumiałe, ale jak Paweł się przeżegnał, to już obie krzyczały włoskie chiesa i machały rękami na prawo. Kościół znaleziony! Ale akurat zaczyna się msza, więc nie wypada się gramolić do kościoła. Siadamy na ławeczce i jemy kolację, żeby potem już tego nie robić, gdyby nasz plan jednak nie wypalił. Teraz ja proponuje, żeby możeby znaleźć parę słówek w internecie po włosku, zawsze to pomoże. Trzy magiczne zdania.

Jesteśmy z Polski.

Jedziemy na rowerach do Rzymu.

Czy możemy przenocować w naszym namiocie w twoim ogródku?

Pod kościołem rozmawiam jeszcze z Włochem, który na nasze szczęście, dość swobodnie mówił po angielsku. Opowiadam naszą historię i pytam czy jest gdzieś w okolicy jakieś miejsce, by móc ewentualnie rozbić namiot na jedną noc, a przy okazji nie denerwować swoją obecnością innych osób. Opowiada mi o pobliskim parku i stwierdza, że pytanie księdza o nocleg to nie jest najlepszy pomysł. Ale nie wnikam już dlaczego tak twierdzi, bo właśnie msza się skończyła i ruszamy z Pawłem do księdza. Włazimy mu troszkę  chamsko, aż na zakrystię. Stajemy przed księdzem, uśmiechamy się szeroko i dukamy po włosku te trzy zdania zapisane w moim małym zeszycie. Ksiądz słucha nas z uwagą. Po czym, gdy my kończymy kaleczyć włoski, zaczyna również z uśmiechem odpowiadać nam po włosku. Zdążył powiedzieć o wiele więcej niż my, ale nie mieliśmy zielonego pojęcia co mówi. Jedyne co udało mi się wyłapać to słowo porte, oznaczające drzwi, więc stwierdziłam że chyba mamy poczekać na niego przed wejściem do kościoła. A przed kościołem  z 15 osób debatuje o tym, gdzie powinniśmy rozstawić namiot! Wychodzi do nas ksiądz, oni go informują co ustalili i do którego parku mamy jechać, a ksiądz odpowiada, że zabiera nas do siebie. Nie wierzę jeszcze, że wystarczyły mu trzy zdania i zgarnął nas na swój trawnik. Dał nam picie, mangiare czyli zaproponował jedzenie, udostępnił toaletę i pomieszczenie, gdzie mogliśmy podładować telefony. Co prawda nie było prysznica, ale mycie się w umywalce to już moja specjalność. Trzeba być tylko dobrze wygimnastykowanym. A jeszcze jakby było mało to sąsiedzi przez płot podarowali nam kawał ciasta z owocami, od tak, na przywitanie. Witajcie Włochy. A Włosi? Włosi są niesamowicie mili i pomocni.

Statystyki
Dystans: 105,10 km
Trasa: Villach, Arnoldstein, Tarvisio, Pontebba, Chiusaforte, Venzone, Osoppo
Średnia prędkość: 14,22 km/h

print

4 thoughts on “Italia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *