post

Na Jasną Górę.

dzień 3, środa
Karolinów, 1 lipca 2015

Nocujemy nad samym jeziorem, gdzie jest coś na kształt pola namiotowego. Za naszą dwójkę płacimy 20 zł i rozbijamy namiot 5 metrów od brzegu jeziora. Lenistwo bierze górę i zamiast kąpieli w jeziorze, płacę za ciepły prysznic. Zapominalstwo Pawła daje o sobie znać po raz pierwszy. Zapomniał woreczka z ładowarką do swojego zegarka z GPS. Prawdopodobnie zostawił u moich rodziców. Trochę kiepsko bo rejestruje on całą naszą trasę i zastępuje liczniki rowerowe. I znów mój Tata zostaje naszym bohaterem bo niespodziewanie rano zjawia się, gdy już mamy wyruszać w dalszą drogę. Podjechał z rana 100 km tylko po to żeby nam dać tą ładowarkę. A co najśmieszniejsze ledwo nas znalazł bo przecież mamy fragmenty jego atlasu samochodowego i szukał nas „na czuja”.

Gotowi do drogi nad zalewem Sulejowskim.

Gotowi do drogi nad zalewem Sulejowskim.

Ruszamy drogą leśną wzdłuż prawego brzegu zalewu. Oj żeby cała trasa była tak przyjemna jak ta leśna ścieżka z przystankiem na poziomki.  W miejscowości Łęczno, tuż za Sulejowem, zatrzymujemy się  na drugie śniadanie. Lubię te małe wiejskie sklepiki ze stolikiem i ławką do posiedzenia. Oczywiście bez bandy żuli w około. A jakby tego szczęścia było mało, to sprzedają swojską kiełbasę, idealną do buły i pomidora.  Do popicia Coca-Cola. Ładujemy w siebie cukier bo zaczyna się coś co ja nazywam falą. Chcesz jeść non stop niewyobrażalne ilości jedzenia, bo spalanie jest coraz większe. Dopóki jedziesz jest wszystko w porządku ale jak wrócisz do domu to cały czas jesteś na fali i trzeba się w porę opamiętać, zwłaszcza jeśli ktoś nie lubi dodatkowych kilogramów.

Zbieram poziomki.

Zbieram poziomki.

Planując trasę przez Polskę 2 dni wcześniej, na podłodze salonu moich rodziców, mój Tato zaproponował, żebyśmy wjechali do Częstochowy starą trasą z Warszawy (teraz krajową 91). Przyznam że z początku nie spodobał mi się ten pomysł, bo co to za przyjemność jechać krajówką, a gdzie krajobrazy, dzikość przyrody, gdzie przygoda. A po za tym pierwsza zasada rowerzysty to unikać wielkich tras jak ognia. Samochody, wielkie TIRy stanowią ogromne niebezpieczeństwo, a na dodatek to tylko smród, bród, … Jednak z drugiej strony, zwłaszcza gdy nie zna się miasta, nie ma nic szybszego niż wjazd lub wyjazd główną drogą. Coś o tym wiemy. Do tej pory pamiętam ten szaleńczy wyjazd z Wilna sprzed dwóch lat. Także niech będzie. Pojedziemy trasą nr 91.

Wcale nie jest tak źle. Tato przewidział, że nowa szybka 1 odciąży starą 91. Szybko mkniemy szykiem bojowym. Paweł z przodu, ja tuż za nim, siedzę na kole. Często to wykorzystujemy, bo dzięki temu niwelujemy różnicę w mocy, którą mamy. Jacyś amerykańscy naukowcy już obliczyli, że w sprzyjających warunkach jadąc na kole, możemy zaoszczędzić około 30% energii. Także chyba coś w tym jest. Na przedmieściach Radomska odwiedzamy sklep rowerowo-motocyklowy ASTON. Paweł jeszcze przed wyjazdem chciał kupić nóżki do rowerów, żeby móc kulturalnie postawić rower gdziekolwiek, a nie szarpać się z tym czołgiem podczas podnoszenia. Nóżek nie ma, a przynajmniej takich, które by odpowiadały, ale za to Paweł szybko streszcza właścicielowi historię naszego życia. Ten natomiast śmiejąc się od ucha do ucha opowiada o nas swojej żonie. Miła rozmowa, gratulacje i dobre życzenia na drogę oraz informacja, że za 200 metrów można zjeść porządny domowy obiad. Po udanej wizycie w sklepie, wychodzę z moją nową torbą na kierownicę i razem z Pawłem kierujemy się do poleconego baru. Po sytym obiedzie ruszamy dalej i pełni nowych sił szybko docieramy do Częstochowy. Droga jest remontowana więc trochę zakurzeni docieramy do centrum miasta.

Wjazd do Częstochowy.

Wjazd do Częstochowy.

Tu już ja przejmuję pałeczkę i zabieram Pawła na aleję Najświętszej Maryi Panny. Jest to reprezentacyjna arteria z pieszo-rowerowym bulwarem pośrodku prowadząca prosto do klasztoru jasnogórskiego. Urocza, odremontowana, pełna kawiarenek i starych kamienic, wytyczona została na początku XIX wieku i połączyła wówczas dwa sąsiadujące ze sobą miasta. W czasie drugiej wojny światowej nosiła niewdzięczna nazwę Adolf Hitler Alee. To właśnie tędy pielgrzymi pokonują ostatnie metry swojej wędrówki. Kiedy w majówkę tego roku przemierzałam ją wieczorem zrobiła na mnie niesamowite wrażenie.

Aleja Najświętszej Maryi Panny w Częstochowie.

Aleja Najświętszej Maryi Panny w Częstochowie.

Mała namiastka włoskich gelato.

Mała namiastka włoskich gelato.

Nocujemy dziś u znajomych moich rodziców, którzy poznali się podczas wyjazdu rowerowego nad Bałtyk. Państwo Dorota i Rysiek również są zapalonymi rowerzystami i nie są im obce dolegliwości związane z podróżami, więc rozumiemy się bez słów. Zapewnienie podstawowych potrzeb; jeść, pić, uprać ubrania, umyć się, przespać w komfortowych warunkach. Nic dodać nic ująć. Staramy się wkupić bimbrem z wesela. Wieczorem grill, jeszcze więcej znajomych i wesołe rozmowy. Aż się nie chce jechać dalej.

Na Jasną Górę.

Na Jasną Górę.

Statystyki tym razem
Dystans: 113,57 km
Trasa: Karolinów, Sulejów, Łęczno, Lubień, Rozprza, Kamieńsk, Radomsko, Częstochowa.
Średnia prędkość: 17,70 km/h
Liczba zjedzonych gałek lodów: 4

print

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *