post

Zielona Słowenia.

dzień 11, czwartek
Maribor, 9 lipca 2015

Dzień dobry burzo!

Chociaż właściwie to już nie jest burza, a duży deszcz. Natomiast w nocy nieźle sobie poszalała i grzmiała. A przecież wcześniej napisałam, że będziemy mieli tylko słońce. No i mieliśmy, tylko dziś wychodziło zza chmur bardzo powoli. Skoro pada to chociaż się spakujmy i zjedzmy śniadanie, to może akurat przejdzie do tego czasu. No i jak na zamówienie tak się dzieje, więc  jazdy w deszczu nie zaliczamy.

Continue reading

post

Stuka nam 1000 km.

dzień 10, środa
Bad Waltersdorf, 8 lipca 2015

Dziś jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, stuknie nam 1000 km na liczniku. Na dodatek będziemy spać w nowym kraju. Na Słowenii. Ale wszystko po kolei. Rano aż żal opuszczać taki przyjemny camping. Siedzimy sobie właśnie przy stoliku i jemy śniadanie, jednocześnie przyglądając się jak nasz sąsiad, rowerzysta z Czech, pakuje swoje sakwy.

Continue reading

post

Alpy czas zacząć.

dzień 9, wtorek
Lanzenkirchen, 7 lipca 2015

Wstaliśmy wcześnie. Zadbał o to wielki dzwon bijący parę metrów nad nami. Pomimo całonocnej wachty czuje się całkiem nieźle i zapowiada się bardzo miły dzień. Dziś w końcu rozpoczną się góry. Już się nie możemy doczekać.

Continue reading

post

Bicie szklanek.

dzień 8, poniedziałek
Wiedeń, 6 lipca 2015

Kryzys. Jeszcze rano nic tego nie zapowiadało, ale mimo wspaniałych warunków niezbyt dobrze przespana noc może wskazywać, że będzie się działo coś złego. Pani Danuta już przygotowała śniadanie i posiłek na drogę, kupiła też dla nas zapas wody. Mamy czyściutkie i pachnące po praniu ubrania i ręczniki. Dopiero rano zjawia się mąż pani Danuty, Ahmet. Miał nocną zmianę w pracy. Wspólnie szacujemy przebieg naszej dalszej drogi. Z tego planowania wynika, że dokładnie za dwa tygodnie powinniśmy dotrzeć do Rzymu.

Continue reading

post

Odsiecz Wiedeńska.

dzień 7, niedziela
Nove Mlyny, 5 lipca 2015

Rano zbieramy się najszybciej jak to możliwe i po podziękowaniu właścicielce za możliwość noclegu, odjeżdżamy. Musimy znaleźć sklep bo nasze zapasy pożywienia trochę się skurczyły. Do granicy z Austrią zostało zaledwie 15 km, ale musimy pokonać jedno ostatnie wzniesienie. Jedziemy pomału pod górkę i mam jakieś dziwne uczucie. Jakby ktoś tak właśnie kubeł wody na mnie wylał. Czyżby ten podjazd był tak stromy?

Continue reading

post

Mam dość.

dzień 6, sobota
Dolany, 4 lipca 2015

Nasze poranki zwykle wyglądają podobnie. Paweł zawsze nastawia budzik w telefonie na godzinę 6:00. Przy upalnych dniach lepiej wstać i wyruszyć wcześniej, dopóki słońce jeszcze tak nie grzeje. Natomiast dłuższą przerwę, nawet z drzemką robimy wtedy w okolicy obiadu, by przetrwać tą najgorętszą porę dnia. Czyli budzik dzwoni o 6:00, ale Paweł zawsze mówi: to może jeszcze pół godzinki? Tak… czyli wstajemy 6:30.

Continue reading

post

W kraju Krecika.

dzień 5, piątek
Racibórz, 3 lipca 2015

Budzą nas dzwony z kościoła. Zaraz zaczyna się poranna msza. Umówiliśmy się z księdzem Mariuszem na śniadanie na 8:00, więc dobrze byłoby do tego czasu się zebrać i spakować. To nie pierwsza nasza wspólna wyprawa, więc poranne czynności robimy jakoś tak automatycznie, nie przeszkadzając sobie wzajemnie. Podział obowiązków wypracowaliśmy naturalnie, bez żadnego ustalania. A może po postu zgrany z nas zespół.

Continue reading

post

Na Śląsk!

dzień 4, czwartek
Częstochowa, 2 lipca 2015

Budzimy się rano wypoczęci i pełni sił, czego nie można powiedzieć o naszych gospodarzach. Zdaje się że wieczór ze znajomymi trochę się przedłużył, a my niestety i na szczęście jednocześnie dość wcześnie położyliśmy się spać. Organizm potrzebował wypoczynku. Jednak mimo wczesnej pory Pani Dorota szybko zaczyna szykować nam śniadanie, a Pan Rysiek już tłumaczy nam, którędy najlepiej wyjechać z miasta. Tłumaczy, rysuje, gestykuluje, po czym stwierdza, że właściwie to chętnie się z nami kawałek przejedzie. Continue reading

post

Na Jasną Górę.

dzień 3, środa
Karolinów, 1 lipca 2015

Nocujemy nad samym jeziorem, gdzie jest coś na kształt pola namiotowego. Za naszą dwójkę płacimy 20 zł i rozbijamy namiot 5 metrów od brzegu jeziora. Lenistwo bierze górę i zamiast kąpieli w jeziorze, płacę za ciepły prysznic. Zapominalstwo Pawła daje o sobie znać po raz pierwszy. Zapomniał woreczka z ładowarką do swojego zegarka z GPS. Continue reading

post

Sadownicze pagórki.

dzień 2, wtorek
Jaktorów, 30 czerwca 2015

Pierwszy nocleg spędzamy w domu moich rodziców. Spanie na łóżku jest całkiem przyjemne, ale na razie jeszcze tego nie doceniamy. Wczorajsza średnia prędkość nastraja pozytywnie na dzisiejszy dzień, jednak pierwsze naciski na pedały mocno ostudzają nasz entuzjazm. ZAKWASY. Ból fizyczny jest wręcz nieznośny na pierwszych kilometrach. No ale co poradzić jest plan, trzeba się go trzymać. Continue reading