post

Città del Vaticano e Papa Francesco!

dzień 21, niedziela
Bracciano, 19 lipca 2015

Tajemniczy owad i Michał z campingu Azzurro mocno zachwiali moje dobre samopoczucie. Psychicznie jestem zmęczona i chcę już do domu. Jedyna myśl którą mam w głowie to, to że w mieście nie będzie szerszeniowatych. Wczoraj wieczorem siostra Pawła Gosia zarezerwowała nam nocleg w hostelu w Rzymie, więc przynajmniej o to nie musimy się martwić. Teraz już tylko musimy przejechać ten dzisiejszy kawałek, który nam pozostał i znaleźć transport powrotny do domu.

Continue reading

post

Lago di Bracciano.

dzień 20, sobota
Baschi, 18 lipca 2015

Wyspałam się, ale czuję się obrzydliwie brudna. Natomiast po wczorajszej wysypce nie ma żadnego śladu. Zbieramy się możliwie szybko, bo właściwie nic tu po nas. Cali lepcy od kremu do opalania i całego ulicznego, brudu który na nas osiadł ruszamy ku upragnionemu celowi, którym jest camping nad jeziorem Bracciano.

Continue reading

post

Szerszeń bydlak.

dzień 19, piątek
Perugia, 17 lipca 2015

Nagle obudziłam się z krzykiem, tak przerażona, że w sekundę podniosłam się z ciepłego śpiwora. Śpimy 10 metrów od torów kolejowych, a właśnie z ogromnym hukiem przejechał obok nas pociąg towarowy, wcześniej zaznaczając swoją obecność syreną. Mam uczucie, że leżę bezpośrednio na torach i nadjeżdżający pociąg zaraz po mnie przejedzie. Niesamowite wrażenie, aż się cała spociłam.  Dopiero po paru chwilach uświadamiam sobie, że nic mi nie grozi i powoli zasypiam dalej.

Continue reading

post

Zagubieni w starożytnym mieście.

dzień 18, czwartek
Ponte Messa, 16 lipca 2015

Jeszcze w Wiedniu zaplanowaliśmy na przejazd z Rimini do Rzymu trzy dni, z czego trzeci odcinek miał być krótki bo znad jeziora Lago di Bracciano. Ale patrząc na mapę już wiemy, że nie ma szans, żeby dziś się tam dostać. Trzeba będzie rozłożyć ten odcinek na dwa może nawet trzy dni. Ruszamy z samego rana, lecz słońce już nas przypieka. Na początek dnia czeka nas mozolna wspinaczka na przełęcz. Paweł od razu staje się nerwowy, że mamy tak wolne tempo i przez to nie przejedziemy dziś za dużo jak tak dalej pójdzie.

Continue reading

post

Stromizna San Marino.

dzień 17, środa
Lido di Savio, 15 lipca 2015

Jeszcze tego nie wiemy, ale to będzie jeden z ważniejszych dni naszego życia. Lecz wtedy jest to dla nas dzień jak każdy inny. Już ponad dwa tygodnie, dzień w dzień robimy to samo, przemierzamy przez Europę na rowerach. Można się do tego szybko przyzwyczaić, na tyle, że ma się wrażenie że robi się to od zawsze. Że tak naprawdę to jest całe twoje życie, jedziesz od zawsze i nie było nic wcześniej. Ślub… wesele? Kiedy to było? A praca? Jaka praca… Jest tylko TU I TERAZ. To się liczy. No może też to co BĘDZIE ZARAZ. Tworzymy sobie przyszłość.

Continue reading

post

Włoska telenowela.

dzień 16, wtorek
Adria, 14 lipca 2015

Ruszamy z samego rana w drogę. Upał towarzyszy nam od pierwszych kilometrów. Właściwie to jest goręcej niż wcześniej jednak tym razem się z tego cieszę. Jedziemy w kierunku wybrzeża Adriatyku. Jeśli się uda, dziś po raz pierwszy będziemy się kąpać w morzu Śródziemnym! Już nie mogę się doczekać.

Continue reading

post

Z wizytą w Wenecji.

dzień 15, poniedziałek
Wenecja, 13 lipca 2015 

Nie planowałam zwiedzać Wenecji. Myślałam, że takie wpadanie na krótką chwilę to strata cennego czasu by zwiedzać to słynne miasto tylko po łebkach. Ale cieszę się, że jednak Paweł mnie namówił na spędzenie poranka w Wenecji. Bo w przeciwnym razie kiedyś bym tu przyjechała na trochę dłużej niż te parę godzin i dopiero bym żałowała, że poświęciłam tyle czasu na to jakże piękne i męczące miasto.

Continue reading

post

Ta cholerna sjesta.

dzień 14, niedziela
Osoppo, 12 lipca 2015

Budzimy się wypoczęci i pełni optymistycznego nastawienia dla nowego dnia. Witają nas gorące promienie słoneczne, wpadające przez wejście do namiotu. Z rana odwiedza nas ksiądz. Pyta jak się spało i czy czegoś nam nie potrzeba. Musi już jechać więc chciał się pożegnać i w tym momencie wyciąga swój portfel i próbuje Pawłowi wręczyć banknot 20 euro. Zaczynamy tłumaczyć że nie, nie możemy przyjąć pieniędzy. Próbuje jeszcze raz, ale po naszych ponownych odmowach i podziękowaniach za pomoc, odpuszcza. Głupio nam.

Continue reading

post

Italia!

dzień 13, sobota
Villach, 11 lipca 2015

Noc jest zimna, więc śpię opatulona w śpiwór. Gorąco mi jest jedynie w dłonie, które muszę trzymać na zewnątrz śpiwora, bo poprzedniego dnia poparzyłam je na słońcu. Wszystko przez to, że jechałam bez rękawiczek rowerowych i zapomniałam się posmarować kremem. No i teraz leżę wysmarowana jakimś specyfikiem na oparzenia i cierpię.

Continue reading

post

Huragan.

dzień 12, piątek
Eis, 10 lipca 2015

Ale dziś w nocy było zaskakująco zimno! Pierwszy raz od początku wyjazdu cieszyłam się, że mam długi dresik do spania i w miarę ciepły śpiwór. Jesteśmy na wysokości 430 metrów, więc nie jest to na tyle wysoko, żeby miało wpływ na temperaturę. Paweł na dodatek mówi mi rano, że całą noc strasznie wiało, czego na szczęście nie słyszałam, bo musiałam mocno spać.

Continue reading