post

Bicie szklanek.

dzień 8, poniedziałek
Wiedeń, 6 lipca 2015

Kryzys. Jeszcze rano nic tego nie zapowiadało, ale mimo wspaniałych warunków niezbyt dobrze przespana noc może wskazywać, że będzie się działo coś złego. Pani Danuta już przygotowała śniadanie i posiłek na drogę, kupiła też dla nas zapas wody. Mamy czyściutkie i pachnące po praniu ubrania i ręczniki. Dopiero rano zjawia się mąż pani Danuty, Ahmet. Miał nocną zmianę w pracy. Wspólnie szacujemy przebieg naszej dalszej drogi. Z tego planowania wynika, że dokładnie za dwa tygodnie powinniśmy dotrzeć do Rzymu.

W Wiedniu z Panią Danutą i jej mężem Ahmetem.

W Wiedniu z Panią Danutą i jej mężem Ahmetem.

Z Wiednia wyjeżdżamy metrem najdalej na południe jak to tylko możliwe. Współpasażerowie chyba nie są zachwyceni, że swoimi rowerami blokujemy jedno z wyjść, ale na szczęście nikt nie zwraca nam uwagi. Taka przejażdżka to dla nas swego rodzaju atrakcja, ale też duża wygoda, ponieważ nie musimy szukać drogi wyjazdowej z miasta. Tak to już niestety jest, że wjazd i wyjazd z dużego miasta na rowerze zawsze jest problemem i wiąże się z mało komfortową sytuacją. Często jest to też powodem omijania większych miast przez rowerzystów. Ja liczę na to, że do Wiednia po prostu wrócimy, kiedyś na spokojnie, może bez rowerów.

Bilety do wiedeńskiego metra.

Bilety do wiedeńskiego metra.

Na południowych obrzeżach miasta, tak jak wczoraj na północnych, mijamy strefy centrów handlowych. Wśród nich udaje nam się wypatrzeć Gigasport. Może dostaniemy w nim BCAA. Takie podróże rowerowe, zwłaszcza gdy przemieszczamy się w dość szybkim tempie, są ogromnym wysiłkiem fizycznym. Dlatego bardzo ważną sprawą jest, aby dobrze się odżywiać, zarówno pod względem ilości kalorii oraz jakości spożywanego jedzenia. Druga sprawa to sen. Podczas snu regeneruje i oczyszcza się cały organizm. Warto też zrobić sobie dzień przerwy od jazdy, np. raz na tydzień. Będzie to miało na nasz organizm bardzo dobry wpływ, zwłaszcza jeśli zamierzamy podróżować dłużej niż 2 – 3 tygodnie. Jak możemy sobie w tym wszystkim pomóc? Stosując wspomaganie. Nie jestem zwolennikiem suplementacji, bo uważam, że zdrowiej jest skupić się na uzupełnianiu niezbędnych składników poprzez stosownie odpowiedniej diety, nawet jeśli uprawiamy sport.  Niestety podczas podróży nie jest łatwo odpowiednio się odżywiać, więc może nie zaszkodzi spróbować. Wybór suplementacji padł na BCAA, które Paweł już stosował podczas treningów biegowych. BCAA są to aminokwasy o rozgałęzionych łańcuchach (z ang. Branch Chain Amino Acids) do których zalicza się: walinę, izoleucynę i leucynę. Organizm nie wytwarza ich sam, więc musimy je dostarczać z zewnątrz. W normalnych warunkach wystarczy odpowiednie pożywienie. Podczas naszej podróży taka suplementacja ma pomóc szybciej się zregenerować. Cóż zobaczymy.

Rozpiska naszego planu.

Rozpiska naszego planu.

Pierwsze kilometry na rowerze nie należą do najlepszych, przynajmniej dla mnie, ta ciągła walka z bocznymi podmuchami wiatru. Znów jedziemy drogą krajową. Tiry mijają nas nieustanie, a mną rzuca to na lewo to na prawo. Co prawda jest chłodniej niż wczoraj, ale żadnej przyjemności z dzisiejszej jazdy nie mam. Tak walcząc, dojeżdżamy do miejscowości Sollenau, przejeżdżając ledwo 37 km od Wiednia. Czuję, że po prostu nie mam już siły. Robi mi się tak jakoś dziwnie.  A jak zatrzymujemy się na światłach i zsiadam z roweru, to czuje to znajome mrowienie w dłoniach i nogach. Już ja dobrze wiem co to znaczy. Krzyczę za Pawłem, żeby poczekał po czym szybko siadam wiedząc, że w każdej chwili mogę się przewrócić. Odcina mnie. Robi mi się słabo, tak jakbym nie miała na nic siły. Paweł pomaga mi się położyć na karimacie na trawie. Brakuje mi potasu. Dlatego drętwieją mi dłonie. Już kiedyś się z tym u siebie spotkałam, więc wiem co może pomóc. Banan, pomidor, Powerade i godzina snu. Może to właśnie tak wygląda ta sławna ściana w biegach długodystansowych. Nie wiem. Ale mam nadzieję, że już się to nie powtórzy.

Muszę przyznać, że przestraszyło mnie to na tyle, że bałam się, że jak ruszymy dalej to za chwilę znów to się stanie. Paweł oczywiście mnie uspokaja i tłumaczy, że nie musimy już nigdzie dalej jechać i jak chcę to możemy się gdzieś „zbunkrować” i odpocząć. Ale ja już dobrze go znam i wiem, że jego ambicje są już daleko przed nami, dlatego stwierdzam, że jeszcze kawałek możemy spróbować pojechać. Ruszamy spokojnie, więc pomału wczuwam się w rytm jazdy. Dookoła widać już Alpy. Wyglądają przecudownie, ale czy ja dam sobie z nimi radę?

Nareszcie zbaczamy z głównej drogi i wjeżdżamy w swojskie miasteczka położone nad rzeką Leitha. Przypadkiem znajdujemy małą dróżkę, którą biegnie międzynarodowy szlak rowerowy Eurovelo 9. Mógłby nas doprowadzić, aż do słoweńskiego Mariboru, gdzie również zamierzamy dotrzeć. Przy kolejnym mostku, wyłania nam się wieża kościelna. Jest jeszcze dość wcześnie, z drugiej strony chciałbym już odpocząć więc próbujemy się dopytać o nocleg.

Podjeżdżamy na teren kościoła, wygląda dobrze, obtoczony murem, jest kawałek trawy na rozbicie namiotu, także teraz tylko trzeba się kogoś zapytać o pozwolenie. Czekamy. Wychodzi jakaś pani z budyneczku obok. Do akcji wkracza Paweł, który zna niemiecki na tyle, że powinien się dogadać. Pani, która jest bardzo sympatyczna, informuje nas, że trzeba zapytać  księdza. Czekamy na księdza. Idzie jakiś pan. Paweł znów wkracza do akcji. Jako, że nie można tak prosto z mostu pytać się o nocleg, tylko należy chwile wytłumaczyć co i jak. A Paweł do tego wszystkiego, każdą osobę na początku przeprasza, że jego język nie jest na najlepszym poziomie, co jeszcze znacznie wydłuża wypowiedź. Pan odpowiada, że to wszystko co mówi jest bardzo fajnie, ale on nie jest księdzem tylko organistą. No to się Paweł nagadał. Przynajmniej sobie poćwiczy. Aż nagle wychodzi ksiądz. Tym razem nie mamy wątpliwości, lecz z drugiej strony jesteśmy w lekkim szoku. Wszystko dlatego, że ksiądz jest czarnoskóry i ubrany w białą sutannę, zupełnie odwrotnie niż się tego człowiek spodziewa. Paweł znów zaczyna swój długi niemiecki monolog, gdy ksiądz mu przerywa pytaniem czy może łatwiej będzie po angielsku. Uff w końcu ja się mogę wtrącić. Możemy zostać bez problemu. Jest nawet wc z umywalką, z którego możemy skorzystać oraz prąd. Także można powiedzieć: luksus.

Nocleg w Lanzenkirchen pod wieżą kościoła.

Nocleg w Lanzenkirchen pod wieżą kościoła.

Zakwaterowanie w Lanzenkirchien

Zakwaterowanie w Lanzenkirchien

Dziś nie musieliśmy jeść obiadu w knajpce, bo zostaliśmy dostatecznie zaopatrzeni przez panią Danutę. Siedzimy sobie na trawie i pałaszujemy wszystko co mamy: mięso, jajka, pieczywo, pomidory.  Po tej pysznej obiadokolacji zostawiamy nasz dobytek i idziemy nad rzekę, żeby się wykąpać. Mimo upałów, woda jest przyjemnie orzeźwiająca, a przy tym niesamowicie czysta. Dopiero teraz widać dokładnie po naszej opaleniźnie, jak bardzo słoneczne były ostatnie dni. Opalenizna na kolarza, to najnowsza moda w tym sezonie.

Opalenizna na kolarza

Opalenizna na kolarza

Kąpiel w rzece

Kąpiel w rzece

Ja też odważyłam się wejść

Ja też odważyłam się wejść

Bicie szklanek

Wiecie co to znaczy wybijanie szklanek na żaglowcu? Moi rodzice zawsze mi opowiadali, jak to wybijali szklanki na obozach harcerskich, kiedy należeli do sekcji żeglarskiej. Byłam wtedy mała i niby wiedziałam o co chodzi, ale tak nie do końca. Dziś w nocy zrozumiałam to dość dobitnie, a do tego praktykowałam przez całą noc. Otóż bicie szklanek jest to system bicia w dzwon w celu poinformowania, która jest godzina, przebywającej na pokładzie żaglowca wachty. Wachta ta biła w dzwon co pół godziny zaczynając od jednego uderzenia i po 4 godzina kończyła swoją zmianę, ośmioma uderzeniami.

Dzwon na wieży kościelnej pod którą śpimy, bił natomiast co 15 min. O pełnej godzinie wybijał tyle uderzeń ile wskazywała dana godzina, natomiast kwadrans po pełnej godzinie bił jeden raz, o w pół do godziny dwa razy i 45 min po pełnej godzinie trzy razy. System rewelacyjny, gdyby się nie spało tak blisko wieży. Mam wrażenie, że ja mam wachtę całą noc.

Statystyki
Dystans: 47,82 km
Trasa: Wiedeń, Treiskirchen, Sollenau, Wiener Neustadt, Lanzenkirchen
Średnia prędkość: 15,07 km/h

print

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *