post

Alpy czas zacząć.

dzień 9, wtorek
Lanzenkirchen, 7 lipca 2015

Wstaliśmy wcześnie. Zadbał o to wielki dzwon bijący parę metrów nad nami. Pomimo całonocnej wachty czuje się całkiem nieźle i zapowiada się bardzo miły dzień. Dziś w końcu rozpoczną się góry. Już się nie możemy doczekać.

Alpy czas zacząć

Alpy czas zacząć

Poranne uśmiechy

Poranne uśmiechy

Godzina 10:00 to moja ulubiona pora. Czas na drugie śniadanie. Jako, że płatki owsiane zalane wodą jem na pierwsze śniadanie tylko z przymusu, to pyszne kanapki na drugie śniadanie są istną ucztą. Idealnie jest, kiedy nie pada deszcz i można się z tym mini piknikiem rozłożyć praktycznie wszędzie. Dziś znaleźliśmy uroczą miejscówkę nad potokiem. Woda w nim jest tak niesamowicie czysta, że Paweł ma ochotę ją pić. W podróż nigdy nie zabieramy ze sobą talerzy, więc kanapki lądują na ściereczce. Natomiast z takich kuchennych szpargałów, mam fajną, małą, giętką deskę do krojenia. Przydaje się codziennie. Kanapki to zwykle moje dzieło, Paweł natomiast chodzi do sklepu, który odwiedzamy raz lub dwa razy w ciągu dnia. Kupuje wtedy pieczywo, szynkę, pomidory, ogórki, paprykę, cebulę, banany, nektarynki, colę, wodę, pawerade i czekoladę. Z Polski zabraliśmy za to sól. Kanapki trzeba posolić, żeby uzupełnić sód, którego się pozbywamy w nadmiarze, zwłaszcza przy tych upałach.

Drugie śniadanie

Drugie śniadanie

Śniadanie nad rzeczką

Nad rzeczką

Fajnie się złożyło, bo przy moście, przy którym siedzimy, akurat wiedzie szlak EuroVelo 9. Eurovelo to Europejska Sieć Szlaków Rowerowych biegnących wzdłuż i wszerz całej Europy. Przynajmniej w teorii. Niestety większość z nich istnieje tylko na mapie, a na całkowitą realizację jeszcze długo trzeba będzie poczekać. Jednak Austria stanowi tutaj wyjątek i wśród europejskich krajów może się chyba poszczycić mianem najwyższego stopnia realizacji szlaków. Ale tak naprawdę nie ma co się dziwić, bo turystyka rowerowa jest tutaj również na najwyższym poziomie. Mam nadzieję, że w Polsce też doczekamy się w najbliższym czasie całkowicie zrealizowanych szlaków Eurovelo. Zwłaszcza, że przez Polskę biegnie aż 6 z nich.

Więcej o szlakach Eurovelo przeczytacie niedługo we wpisie Europejskie szlaki rowerowe Eurovelo.

Na szlaku Eurovelo 9

Na szlaku Eurovelo 9

Droga rowerowa

Droga wyłącznie rowerowa

Co ciekawe w Austrii nie budują chodników z kostki ani płyt. Wszędzie jest asfalt, a drogi dojazdowe, takie jak dwa zdjęcia wyżej, są o wiele węższe niż u nas. Dwa samochody tak swobodnie się nie miną.

Jazda po szlaku rowerowym, który ciągnie się przez długi czas i prowadzi nas szybko i sprawnie przez urocze austriackie miasteczka, daje niesamowitą przyjemność. Oznakowanie szlaku, prowadzi Cię cały czas, więc nie ma potrzeby bez przerwy kontrolować trasy z mapą. Nie trzeba też przejmować się mijającymi nas samochodami. Mogłoby być tak wszędzie.

W Aspang Markt skończyły się żarty. Do tej pory jechaliśmy sobie sielską doliną, pomału do góry. Ale w końcu przyszedł ten czas, ten moment. Alpy czas zacząć! Jeżeli o mnie chodzi, to dość szybko zsiadam z roweru, żeby go prowadzić, co też wcale nie było takie proste. Za to równie szybko zaczęliśmy zwiększać wysokość. A im wyżej, tym ładniejsze widoki rekompensowały nam włożony wysiłek.

Aspang Markt

Aspang Markt

Jest w Austrii taki ciekawy zwyczaj, że gdy ktoś obchodzi okrągłe urodziny lub gdy urodzi się dziecko, stawia się przed domem jubilata tabliczkę urodzinową. Zwykle jest tam zdjęcie i życzenia wszystkiego najlepszego z okazji np. 60 urodzin. Gdy urodzi się dziecko to najczęściej na podwórku stawiany jest wielki bocian z zawiniątkiem w dziobie. Muszę przyznać, że bardzo mi się to spodobało.

Urodzinowe bociany

Urodzinowe bociany

Urodzinowa kukła

Urodzinowa kukła

Podjazd pod przełęcz Mönichkirchen zajmuje nam ponad 2 godziny, a pokonaliśmy z Aspang Markt tylko 10 km. Ale co tam liczby, liczy się tylko ta niesamowita satysfakcja kiedy się wjedzie na samą górę. Tego nie porówna się do niczego innego. Wraz ze zdobyciem przełęczy 913 m. n. p. m. zmieniamy też Bundesland, czyli kraj związkowy. Austria jest federacją i składa się z 9 krajów związkowych oraz Wiednia. Opuszczamy więc Dolną Austrię (Niederösterreich) i wjeżdżamy do Styrii (Steiermark). Co ciekawe również oznaczenia szlaku się zmieniają. A właściwie to znikają.

Zasłużony odpoczynek

Zasłużony odpoczynek

W Friedberg jemy pizzę. Trochę to monotonne, przyznaję, ale nic na to nie poradzę, że w tym miasteczku była otwarta tylko pizzeria. Jak się okazuje w Austrii też jest sjesta. A nie, przepraszam, poszliśmy wcześniej do innej knajpy, gdzie nam powiedzieli, że o tej porze to możemy się ewentualnie czegoś napić. Jedzenia nie ma! Co to znaczy? Co to wszystko znaczy? !! Więc znów jest pizza. Nuda. Taka przyjemność zjedzenia pizzy kosztuje nas 8,50 euro, a do tego pół litra Coli-Coli za 3,80 euro i pół litra soku Cappy za 3,40 euro. Pizza pizzą, ale za napoje to sobie liczą o wiele za dużo. Przynajmniej porównując do polskich cen. Z drugiej strony mają monopol na jedzenie w całym miasteczku.

Alpejskie widoki

Alpejskie widoki

Tak mijamy zamki, parki wodne, tory do ścigania, góry, lasy i doliny. Przez moment goni nas nawet burza, co wywołuje u mnie od razu wielki strach, ale o dziwo nie daje nam rady. Trzymanie się szlaku ma swoje zalety, ale też jedną niewielką wadę. Otóż pod koniec dnia, kiedy już jesteśmy zmęczeni i chcemy dojechać w miarę szybko do Bad Waltersdorf, gdzie postanowiliśmy poszukać noclegu, szlak nas co prawda doprowadza, ale trochę okrężną i pagórkowatą drogą. Z rana to byłby bardzo ładny odcinek, lecz wieczorem stał się wrednym wrzodem na tyłku.

Wykres wysokościowy

Wykres wysokościowy w dzisiejszego dnia.

Nareszcie wjechaliśmy do miasta. Czuje się zmęczona i starczy mi już pedałowania na dziś. Na mapie mam zaznaczony mały czerwony namiocik oznaczający kemping, więc Paweł upewnia się młodej dziewczyny czy mapa nie kłamie. Potwierdza nam, że jest ale niestety nie bardzo umie wytłumaczyć jak do niego dojechać. Wskazuje jedynie orientacyjny kierunek. Na szczęście zaraz mijamy kolejnych mieszkańców, którzy na hasło camping, kiwają tylko potwierdzająco głową i pokazują ręką, że trzeba jechać dalej. Po jakiś 10 min dojeżdżamy na kemping. Ale co to jest za kemping! Taki wielki. Z wydzielonymi miejscami na Campery i kamienistymi ścieżkami pomiędzy. Jest główny budynek, z recepcją,  sanitariatami, sklepem i kuchnią. Jeszcze takiego nie widziałam. Idziemy się zameldować i przede wszystkim zapłacić za te luksusy.

W recepcji wesoło wita nas Gerti i informuje o wszystkim co powinniśmy wiedzieć. Gerti i jej mąż Franz, którzy wspólnie prowadzą ten kemping, wydają się być najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Bije od nich niesamowity optymizm. Z drugiej strony mam wrażenie, że Austriacy tacy po prostu są. Zadowoleni z życia. Franz wspomina, że 10 lat wcześniej również pojechał do Rzymu na rowerze, ale stąd, więc miał o te 900 km mniej. Taki luksus spania na campingu w Bad Waltersdorf kosztuje nas oboje 18,50 euro. 5,50 euro za namiot oraz 6,50 euro za osobę. Dobrze, że przed wyjazdem byłam świadoma wysokości cen za campingi, bo inaczej moja szczęka wylądowałaby gdzieś na recepcyjnej podłodze. Rekompensuję sobie to długim ciepłym prysznicem. Po jedzeniu i spaniu, to trzecia najprzyjemniejsza rzecz na wyprawie rowerowej.

Statystyki
Dystans: 97,83 km
Trasa: Lanzenkirchen, Aspang Markt, Mönichkirchen, Friedberg, Hartberg, Sankt Johann, Bad Waltersdorf
Średnia prędkość: 12,78 km/h (od razu widać, że był długi podjazd)
Najwyższy punkt na trasie: przełęcz Mönichkirchen 913 m. n. p. m.

print

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *