post

Jędrkowa Kępa

19 – 21 maja 2017
Jędrkowa Kępa

Pojechaliśmy tam w piątek. Jazda była długa bo musieliśmy zahaczyć o Warszawę i załatwić parę istotnych spraw. Dziecko zdążyło się wyspać a w sumie było by dobrze, żeby się trochę zmęczyło zanim znowu ruszymy dalej, bo inaczej w samochodzie będzie sajgon. Basia pokaż Magdzie jak chodzisz! Nie. Nie chce. Siedzi sobie grzecznie i skubie trawkę palcami pod medycznym basenem. Dopiero jak ja ją poproszę i pokażę gestem, żeby wstała to prezentuje nowo nabytą umiejętność. Fajnie się gada ale czas ruszać. Jeszcze kawałek drogi przed nami. Górki na nas czekają. Udało się. Zasnęła. Jaka to ulga.

Continue reading

post

Ten pierwszy raz

dzień 1, środa, czwartek
30 czerwca -1 lipca 2010

Pierwszy raz gdy stajemy późnym wieczorem na jak zawsze śmierdzącym peronie dworca centralnego w Warszawie razem z naszymi czołgami. Tak ochrzciłam nasze rowery, kiedy tylko załadowaliśmy je nieziemsko ciężkimi sakwami. Boże co ja tam nawkładałam, ileż to waży? I ja mam tym przejechać całe polskie wybrzeże, co to za poroniony pomysł mi przyszedł do głowy. Ale gdy wsiądziemy w pociąg do Świnoujścia nie będzie już odwrotu. Wszystko się zacznie właśnie dziś i odmieni nasze wakacyjne życie na kolejne lata. Kocham nasze Polskie morze. Nasz Bałtyk. Także kierunek na pierwszą wielodniową wyprawę rowerową w życiu nie mógł być inny. A to że się źle spakowałam i zabrałam ze sobą dużo za dużo niepotrzebnych bambetli będzie się za mną ciągnęło jeszcze nie tylko na tym wyjeździe. Doświadczenie się zdobywa powoli.

Continue reading

post

Gruzjo lecimy!

8 czerwca 2014, niedziela

Czemu Gruzja? Wyszło przypadkiem, jak prawie zawsze jeśli chodzi o nasze wakacyjne plany. Podczas spływu kajakowego w czerwcu 2013 roku poznaliśmy kumpla mojej przyszłej wówczas bratowej, który właśnie do Gruzji się wybierał i opowiedział nam że to podobno bardzo fajny kraj. Tyle nam wystarczyło, by rok później z dolarami w kieszeni, aparatem na szyi i plecakiem na plecach tarabanić się autobusem 175 na warszawskie Okęcie, by za chwile wsiąść w różowy samolot WIZZ AIR, który miał nas przetransportować do gruzińskiego Kutaisi.

Continue reading

post

Città del Vaticano e Papa Francesco!

dzień 21, niedziela
Bracciano, 19 lipca 2015

Tajemniczy owad i Michał z campingu Azzurro mocno zachwiali moje dobre samopoczucie. Psychicznie jestem zmęczona i chcę już do domu. Jedyna myśl którą mam w głowie to, to że w mieście nie będzie szerszeniowatych. Wczoraj wieczorem siostra Pawła Gosia zarezerwowała nam nocleg w hostelu w Rzymie, więc przynajmniej o to nie musimy się martwić. Teraz już tylko musimy przejechać ten dzisiejszy kawałek, który nam pozostał i znaleźć transport powrotny do domu.

Continue reading

post

Lago di Bracciano.

dzień 20, sobota
Baschi, 18 lipca 2015

Wyspałam się, ale czuję się obrzydliwie brudna. Natomiast po wczorajszej wysypce nie ma żadnego śladu. Zbieramy się możliwie szybko, bo właściwie nic tu po nas. Cali lepcy od kremu do opalania i całego ulicznego, brudu który na nas osiadł ruszamy ku upragnionemu celowi, którym jest camping nad jeziorem Bracciano.

Continue reading

post

Szerszeń bydlak.

dzień 19, piątek
Perugia, 17 lipca 2015

Nagle obudziłam się z krzykiem, tak przerażona, że w sekundę podniosłam się z ciepłego śpiwora. Śpimy 10 metrów od torów kolejowych, a właśnie z ogromnym hukiem przejechał obok nas pociąg towarowy, wcześniej zaznaczając swoją obecność syreną. Mam uczucie, że leżę bezpośrednio na torach i nadjeżdżający pociąg zaraz po mnie przejedzie. Niesamowite wrażenie, aż się cała spociłam.  Dopiero po paru chwilach uświadamiam sobie, że nic mi nie grozi i powoli zasypiam dalej.

Continue reading

post

Zagubieni w starożytnym mieście.

dzień 18, czwartek
Ponte Messa, 16 lipca 2015

Jeszcze w Wiedniu zaplanowaliśmy na przejazd z Rimini do Rzymu trzy dni, z czego trzeci odcinek miał być krótki bo znad jeziora Lago di Bracciano. Ale patrząc na mapę już wiemy, że nie ma szans, żeby dziś się tam dostać. Trzeba będzie rozłożyć ten odcinek na dwa może nawet trzy dni. Ruszamy z samego rana, lecz słońce już nas przypieka. Na początek dnia czeka nas mozolna wspinaczka na przełęcz. Paweł od razu staje się nerwowy, że mamy tak wolne tempo i przez to nie przejedziemy dziś za dużo jak tak dalej pójdzie.

Continue reading

post

Stromizna San Marino.

dzień 17, środa
Lido di Savio, 15 lipca 2015

Jeszcze tego nie wiemy, ale to będzie jeden z ważniejszych dni naszego życia. Lecz wtedy jest to dla nas dzień jak każdy inny. Już ponad dwa tygodnie, dzień w dzień robimy to samo, przemierzamy przez Europę na rowerach. Można się do tego szybko przyzwyczaić, na tyle, że ma się wrażenie że robi się to od zawsze. Że tak naprawdę to jest całe twoje życie, jedziesz od zawsze i nie było nic wcześniej. Ślub… wesele? Kiedy to było? A praca? Jaka praca… Jest tylko TU I TERAZ. To się liczy. No może też to co BĘDZIE ZARAZ. Tworzymy sobie przyszłość.

Continue reading

post

Włoska telenowela.

dzień 16, wtorek
Adria, 14 lipca 2015

Ruszamy z samego rana w drogę. Upał towarzyszy nam od pierwszych kilometrów. Właściwie to jest goręcej niż wcześniej jednak tym razem się z tego cieszę. Jedziemy w kierunku wybrzeża Adriatyku. Jeśli się uda, dziś po raz pierwszy będziemy się kąpać w morzu Śródziemnym! Już nie mogę się doczekać.

Continue reading

post

Z wizytą w Wenecji.

dzień 15, poniedziałek
Wenecja, 13 lipca 2015 

Nie planowałam zwiedzać Wenecji. Myślałam, że takie wpadanie na krótką chwilę to strata cennego czasu by zwiedzać to słynne miasto tylko po łebkach. Ale cieszę się, że jednak Paweł mnie namówił na spędzenie poranka w Wenecji. Bo w przeciwnym razie kiedyś bym tu przyjechała na trochę dłużej niż te parę godzin i dopiero bym żałowała, że poświęciłam tyle czasu na to jakże piękne i męczące miasto.

Continue reading